sobota, 31 lipca 2010

28

mam wakacje od wszystkiego i dobrze się bawię.
wczoraj pijaniutka tańczyłam na środku kulturalnej do stone roses i byłam przeszczęśliwa. czasem jest fajnie, doceniam na nowo alkohol. gorzej jak wracam do domu i okazuje się, że nie mogę zasnąć zanim kompletnie nie wytrzeźwieję, więc do 9 rano oglądam battlestar galactica i sprawdzam na którym boku i w którą stronę uda mi się zasnąć (nie udaje się wcale).

jestem dobrej myśli i ignoruję przeczucie, że dramaty dopiero się zaczną.

wtorek, 27 lipca 2010

27

jest mi podejrzanie lekko. jest taki moment, tuż przed atakiem paniki (i uświadomieniem sobie, że mam tętno = 300), kiedy jest mi właśnie dziwnie lekko. ten moment trwa od tygodnia.
poza tym czuję się nieźle, mam wrażenie, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy na tyle, na ile tylko mogłam zbliżyłam się do 'normalności': znalazłam sobie nowe studia i dostałam się na nie, przede mną szansa pracy (zupełnie nieopłacalnej i bardzo głupiej, ale od czegoś trzeba zacząć itd), byłam nad morzem, gdzie nawet się kąpałam oraz zakończyłam życie straight egde i upiłam się na dwóch imprezach. brawo ja.
(nie jest jednak na tyle pięknie, żebym mogła zasnąć przed 6 rano)
(i wkręciłam się w serial s-f, to trochę porażka)
z radości, że znów mogę pić na imprezach przychodzą mi do głowy bardzo głupie pomysły, na tyle złe, że przerażają mnie samą. i nie wiem, co naprawdę jest moim znudzeniem i obojętnością, a co efektem ubocznym brania ssri. na wszelki wypadek wszystko zwalam na leki.
doceniam możliwość tworzenia scenariuszy we własnej głowie i bawienia się nimi na wszystkie sposoby, to na razie powinno mi wystarczyć. jedno głupstwo i widzę, jak wali mi się świat i znów mam ataki paniki. (mam też w głowie zdanie: zawsze można skłamać i to jest najgorsze)
czekam, aż te wszystkie pomysły latające mi pod czaszką ucichną i wszystko wróci do normy. /i'm sure everything will be okay, but i'd prefer it to be awesome; zaczęłam za dużo wymagać/