wtorek, 25 maja 2010

25

zadziwia mnie mój optymizm i naiwność. a może to psychotropy.

bardzo nie chcę się rozczarować

czwartek, 20 maja 2010

24

moja ostrożność właśnie poszła się jebać i po raz pierwszy zapaliłam papierosa jak moja mama jest w domu. ale mam nadzieję, że o 4.30 nad ranem nie będzie do mnie zaglądać, a do rana się wywietrzy.

nie mogę spać i rozważam dwie opcje: pobiec do s. i całować ją i przytulać przed następne sto lat nonstop albo uderzyć ją w twarz. nie wiem, co bardziej mnie kusi. i tak nic nie mogę zrobić.

moje poczucie bezpieczeństwa poszło się jebać, a to nie jest dobra rzecz, kiedy ma się nerwicę. to w ogóle nie jest dobra sytuacja. chciałabym się nie bać.
jak jestem tylko zła i zawiedziona - jest okej. kiedy chce mi się płakać jest gorzej. nie mogę spać, chociaż tak mam już od dłuższego czasu. kiedyś zasypiałam o 5, teraz zasypiam po 7. (kiedy staram się zasnąć i kiedy się budzę jest najgorzej)



nikt i nic nie może mi pomóc

wtorek, 18 maja 2010

23

nie wiem jaki poziom żenady osiągnęłam płacząc przy 'foundations' kate nash, nawet jej nie lubię mimo mojej słabości do różnych śpiewających panienek.

s. obiecywała mi, że to będzie piękna wiosna, że będziemy leżeć w słońcu i będziemy szczęśliwe. zamiast tego pada deszcz, jest zimno, a ja płaczę przy prawie każdej piosence, jaką usłyszę. (nie ma już pięknych piosenek, są tyko smutne)

bilans ostatnich pięciu dni: 4 wieczory w całości przepłakane. podczas jednego najpierw szlochałam na cały głos idąc ulicą, żeby potem przez jakieś dwie godziny być szczęśliwa. nieźle.

znów jestem w tym miejscu, w którym nie potrafię wstać z łóżka do godziny siódmej wieczorem. albo wcale.

pogardzam sobą przez to wszystko, z resztą już dawno straciłam jakikolwiek szacunek do siebie. schwytam się teraz czegokolwiek, a i tak nie mam specjalnie dużo możliwości. jestem zawiedziona, że nawet xanax nie pomaga.

kiedy tylko o niej pomyślę serduszko zapierdala mi z taką prędkością, że nie wiem jakie tabletki połykać najpierw, witaj z powrotem nerwico. (i w pewnym momencie stwierdzam, że to nie tak źle, jak trafię do szpitala NIE BĘDZIE MOGŁA mnie zostawić)

wiem tylko, że po tym wszystkim, co ostatnio przeżyłam, fizycznie nie mam siły na rozstanie i przeżywanie największego bólu jaki można sobie wyobrazić. po prostu nie mam siły, to nie ma szans dobrze się skończyć

piątek, 14 maja 2010

22

wszystko, co teraz się dzieje jest bardzo smutne i bardzo prawdziwe

poniedziałek, 10 maja 2010

21

sama się prosiłam o te dramaty, no to mam za swoje. tym razem nawet mnie ruszyły różne smuteczki i problemy, ale nie ma nic, z czym by sobie nie poradził xanax (zacznie działać za jakieś 20 minut i będzie spoko, hurra). nie dość, że samej sobie muszę wmawiać, że wszystko będzie dobrze, to jeszcze innym ludziom, to nie jest najlepsza sytuacja.
z plusów kilku ostatnich dni: po raz pierwszy od 3 lat sprzątnęłam swój pokój, zajęło mi to dwa dni, ale jak skończyłam, poczułam się zajebiście. poza tym zaczęło mnie nudzić oglądanie filmów całymi dniami i mam ochotę zrobić coś ze swoim życiem, krok do przodu. chciałabym jeszcze chodzić spać o normalnej godzinie (przynajmniej o 3, nie o 6) i nie budzić się o 9 z wrażeniem, że już nigdy nie uda mi się zasnąć. jestem okropnie zmęczona i zirytowana swoim życiem. ale wszystko będzie dobrze (za 15 minut, jak zadziała xanax).

sobota, 1 maja 2010

20

trochę oszukuję z tym licznikiem na górze, bo znów zaczęłam palić papierosy, ale kupuję tylko cienkie mentole i nie codziennie, więc na razie jeszcze będę się oszukiwać, że nie palę. na pewno przez te papierochy boli mnie serduszko i gorzej mi się oddycha. albo sobie wmówiłam, jak wszystko.

znów muszę sobie poszukać przyjaciół z seriali. przyjaciele z filmów są słabi, filmy się kończą zanim naprawdę zdążę się z kimkolwiek zżyć. książek nadal nie czytam, muzyka nudzi mnie na tyle, że wystarcza mi słuchanie ipoda w metrze. teraz puszczam sobie piosenkę z youtuba, bo uznałam, że nie ma sensu włączać itunes. (darkness descends laury marling, spodobała mi się, bo za pierwszym razem usłyszałam 'and suddenly I'm 5 years old and just about to cry' zamiast 'and I'm just so cold I want to cry'. moja wersja lepsza!)

poza tym jest mi wszystko jedno, było trochę dramatów, ale nie trwały dłużej niż tydzień. prawdziwą rozpacz przeżyłam dziś we śnie, ostatni raz byłam tak przerażona tuż przed zmianą seroxatu na asentrę. jak już, na smuteczki najlepsze jest głaskanie królika, sprawdziłam, z tej okazji, że dostałam jednego i naprawdę uspokaja, prawie jak xanax. piekę dużo ciast i mówię sobie, że wszystko będzie dobrze/znośnie/jak zwykle. nie czuję się nawet rozczarowana, że wiosna znów nie przyniosła zaskakujących zmian na lepsze. nie ma o czym mówić.

(nie przepuszczę żadnej okazji do narzekania)