trochę oszukuję z tym licznikiem na górze, bo znów zaczęłam palić papierosy, ale kupuję tylko cienkie mentole i nie codziennie, więc na razie jeszcze będę się oszukiwać, że nie palę. na pewno przez te papierochy boli mnie serduszko i gorzej mi się oddycha. albo sobie wmówiłam, jak wszystko.
znów muszę sobie poszukać przyjaciół z seriali. przyjaciele z filmów są słabi, filmy się kończą zanim naprawdę zdążę się z kimkolwiek zżyć. książek nadal nie czytam, muzyka nudzi mnie na tyle, że wystarcza mi słuchanie ipoda w metrze. teraz puszczam sobie piosenkę z youtuba, bo uznałam, że nie ma sensu włączać itunes. (darkness descends laury marling, spodobała mi się, bo za pierwszym razem usłyszałam 'and suddenly I'm 5 years old and just about to cry' zamiast 'and I'm just so cold I want to cry'. moja wersja lepsza!)
poza tym jest mi wszystko jedno, było trochę dramatów, ale nie trwały dłużej niż tydzień. prawdziwą rozpacz przeżyłam dziś we śnie, ostatni raz byłam tak przerażona tuż przed zmianą seroxatu na asentrę. jak już, na smuteczki najlepsze jest głaskanie królika, sprawdziłam, z tej okazji, że dostałam jednego i naprawdę uspokaja, prawie jak xanax. piekę dużo ciast i mówię sobie, że wszystko będzie dobrze/znośnie/jak zwykle. nie czuję się nawet rozczarowana, że wiosna znów nie przyniosła zaskakujących zmian na lepsze. nie ma o czym mówić.
(nie przepuszczę żadnej okazji do narzekania)
2020-09-17 15:00
5 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz