wtorek, 18 maja 2010

23

nie wiem jaki poziom żenady osiągnęłam płacząc przy 'foundations' kate nash, nawet jej nie lubię mimo mojej słabości do różnych śpiewających panienek.

s. obiecywała mi, że to będzie piękna wiosna, że będziemy leżeć w słońcu i będziemy szczęśliwe. zamiast tego pada deszcz, jest zimno, a ja płaczę przy prawie każdej piosence, jaką usłyszę. (nie ma już pięknych piosenek, są tyko smutne)

bilans ostatnich pięciu dni: 4 wieczory w całości przepłakane. podczas jednego najpierw szlochałam na cały głos idąc ulicą, żeby potem przez jakieś dwie godziny być szczęśliwa. nieźle.

znów jestem w tym miejscu, w którym nie potrafię wstać z łóżka do godziny siódmej wieczorem. albo wcale.

pogardzam sobą przez to wszystko, z resztą już dawno straciłam jakikolwiek szacunek do siebie. schwytam się teraz czegokolwiek, a i tak nie mam specjalnie dużo możliwości. jestem zawiedziona, że nawet xanax nie pomaga.

kiedy tylko o niej pomyślę serduszko zapierdala mi z taką prędkością, że nie wiem jakie tabletki połykać najpierw, witaj z powrotem nerwico. (i w pewnym momencie stwierdzam, że to nie tak źle, jak trafię do szpitala NIE BĘDZIE MOGŁA mnie zostawić)

wiem tylko, że po tym wszystkim, co ostatnio przeżyłam, fizycznie nie mam siły na rozstanie i przeżywanie największego bólu jaki można sobie wyobrazić. po prostu nie mam siły, to nie ma szans dobrze się skończyć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz