od kwietnia testuję optymistyczne podejście do życia, więc kiedy znów przez przypadek usunęłam w s z y s t k i e swoje filmy powiedziałam sobie, że to nic i będę mieć więcej miejsca na nowe. zobaczyłam cracks z evą green, które było dość słabe, ale całą noc śniło mi się, że jestem w anglii, w szkole dla dziewcząt i przeżywam niesamowite przygody. ponieważ w rzeczywistości raczej nie mam szans (ani ochoty) na przygody, to całkiem fajnie, że przeżywam je w snach. potem ściągnęłam niemiecki film z 1931 roku, o żeńskiej szkole z lesbijskim wątkiem i wtedy znów uwierzyłam, że w internecie jest wszystko.
całymi dniami oglądam filmy, piekę ciasta, śpię i tak mi jest dobrze. denerwuję się, jak pomyślę, że nie mogę tak całe życie, za kilka miesięcy znów pójdę do szkoły, a w wakacje też powinnam robić coś bardziej pożytecznego. chyba jednak wolę na razie wciąż o tym nie myśleć. gdzieś w międzyczasie były święta, podczas których babcia pytała się mnie, czy buntuję się przeciwko wierze, a potem tłumaczyła, że ona też przez to przechodziła. nie buntuję się, jestem znudzona i zmęczona. już dawno temu przestałam się buntować, nie mam na to siły. chwilowo nie mam siły na nic. (chwilowo, tzn od około roku, brawa dla mnie.)
czas najwyższy wyjść z domu, ahoj przygodo.
2020-09-17 15:00
5 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz