Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nudy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nudy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 sierpnia 2010

30

śniło mi się, że z kingą, subko i marią startowałam w castingu do 'house'a'. razem z setką innych kandydatek siedziałyśmy w największej sali w szkole, w okręgu i chwaliłyśmy się, jakie jesteśmy zdolne. poszła plotka, że potrzebny jest ktoś, kto umie tańczyć, więc ja prezentowałam rumbę, a kinga tradycyjne tańce irlandzkie. pojechałam w sumie tylko dlatego, że kinga nalegała, a wiem, że bardzo lubi house'a, który miał być w jury (i był!). mogłyśmy nocować w drewnianych chatach, które otaczały ośrodek, gdzie miał miejsce casting, ale ja wolałam wrócić do domu - ponieważ nie miałam na taksówkę, całowałam się z housem (który mnie podrywał), żeby odwiózł mnie do domu. potem dałam mu w twarz. następnego dnia odkryłyśmy, że sam casting nie jest największą atrakcją; w każdej chacie znajdowała się klapa do piwnicy, która okazała się podwodnym światem. ponieważ nie umiem pływać i boję się wody, schodziłam maksymalnie na pół minuty i cały czas musiałam trzymać się drabinki. ale kinga, subko i maria były zachwycone. maria opanowała zasypianie pod wodą (dzięki czemu podobno znajdywała się w jeszcze wspanialszym świecie), w związku z czym jak się obudziłam pamiętałam głównie, jak kinga obstukiwała całą podłogę mówiąc 'maria, obudź się'. właśnie dlatego przerwałam oglądanie 'weeds' i oglądam teraz 'house'a' z prędkością 1/3 sezonu na dzień; zakochałam się w trzynastce (co było do przewidzenia), ale poza tym serial bardzo mnie przygnębił. no i mam jeszcze mniej powodów, żeby iść spać przed 6.

mój poprzedni tak intensywny sen był o wiele fajniejszy. w dużym skrócie biegałam po zamku królewskim, żeby nie spóźnić się na koncert arcade fire, a potem okazało się, że występuję z nimi na koncercie, który był tak naprawdę spektaklem i byłam np przebrana za ducha, albo lała mi się sztuczna krew z gardła. szkoda, że nie pamiętam już szczegółów.

z bardziej realnych przygód znów byłam w białymstoku (byli już tam w s z y s c y i wydaje mi się to strasznie zabawne), gdzie okropnie się rozchorowałam, ale uporządkowałam trochę spraw między mną a s., przynajmniej na tyle, że wydaje mi się, że teraz już wszystko będzie dobrze, o ile sama tego nie zepsuję. pomijając sprawki z s. było bardzo fajnie i dziewczyńsko, słuchałyśmy sheryl crow, aerosmith i kur, przy czym nacia o każdej piosence mówiła, że ta jest najlepsza i jej ulubiona. miłość.

jest mi strasznie głupio, że każdego roku kiedy kończy się lato i dni stają się coraz krótsze (och) jest mi smutno. chcę znów wiosnę. coś mi nie gra z tą nadchodzącą jesienią. chociaż na razie jestem całkiem podekscytowana moimi nowymi studiami, najchętniej teraz pobiegłabym kupić sobie zeszyciki i długopisy.

byłam pewna, że od kiedy biorę asentrę to przestanę mieć pomysły typu 'to teraz się zamyślę i napiszę na blogu trochę refleksyjną noteczkę'. a jednak! słucham na zmianę aerosmith crying i sheryl crow if it makes you happy, do mojej zadumy pasowałby jeszcze papieros, ale niestety nie mogę palić w domu.

sobota, 1 maja 2010

20

trochę oszukuję z tym licznikiem na górze, bo znów zaczęłam palić papierosy, ale kupuję tylko cienkie mentole i nie codziennie, więc na razie jeszcze będę się oszukiwać, że nie palę. na pewno przez te papierochy boli mnie serduszko i gorzej mi się oddycha. albo sobie wmówiłam, jak wszystko.

znów muszę sobie poszukać przyjaciół z seriali. przyjaciele z filmów są słabi, filmy się kończą zanim naprawdę zdążę się z kimkolwiek zżyć. książek nadal nie czytam, muzyka nudzi mnie na tyle, że wystarcza mi słuchanie ipoda w metrze. teraz puszczam sobie piosenkę z youtuba, bo uznałam, że nie ma sensu włączać itunes. (darkness descends laury marling, spodobała mi się, bo za pierwszym razem usłyszałam 'and suddenly I'm 5 years old and just about to cry' zamiast 'and I'm just so cold I want to cry'. moja wersja lepsza!)

poza tym jest mi wszystko jedno, było trochę dramatów, ale nie trwały dłużej niż tydzień. prawdziwą rozpacz przeżyłam dziś we śnie, ostatni raz byłam tak przerażona tuż przed zmianą seroxatu na asentrę. jak już, na smuteczki najlepsze jest głaskanie królika, sprawdziłam, z tej okazji, że dostałam jednego i naprawdę uspokaja, prawie jak xanax. piekę dużo ciast i mówię sobie, że wszystko będzie dobrze/znośnie/jak zwykle. nie czuję się nawet rozczarowana, że wiosna znów nie przyniosła zaskakujących zmian na lepsze. nie ma o czym mówić.

(nie przepuszczę żadnej okazji do narzekania)