zamiast korzystać z uroków wiosny rozchorowałam się i znów spędzam całe dnie w łóżku. przestawiłam się z powrotem na spanie do 14 (bo po co mam wstawać, jak jestem chora, a gardło tak mnie boli, że przez pół nocy nie mogę zasnąć). naprawdę bardzo źle się złożyło z tą grypą/chorobą, bo byłam akurat na etapie nadziei i cieszenia się ciepłą pogodą, a tu co. wszystko na nic. nie wiem, jak znów przestawię się na wstawanie przed 12, chyba powinnam polecieć do londynu, ale to drogo i daleko i raczej prędko tam nie zawitam. co prawda kuszą mnie też pikniki, rowery, sukienki i inne wiosenne atrakcje, ale nie wiem, czy na tyle, żeby chciało mi się wcześnie wstawać i wychodzić z domu. tym bardziej, że na razie okropnie kaszlę, więc coś czuję, że zdrowienie będzie powolnym procesem (czego nienawidzę) i jeszcze trochę mi zajmie. na pocieszenie oglądam serial o młodocianych przestępcach z supermocami, ale jest tylko 6 odcinków, więc zaraz mi się skończy i wtedy będzie mi naprawdę smutno.
i na samą myśl o groźnych powikłaniach po grypie boli mnie serduszko, więc z nudów wymyśliłam sobie już sto innych objawów, a to jest najgorsze, co mogę zrobić.
(ciągle nie jest tak źle, jak było/może być, więc w sumie tylko marudzę na zapas)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz