poniedziałek, 1 lutego 2010

13

okropnie mi przykro, kiedy odkrywam, że każda przyjemność z czasem staje się u mnie męczącym obowiązkiem. w ogóle brakuje mi przyjemności i ciężko mi nawet określić, na co mam ochotę. 
(chociaż dziś od rana wiedziałam, że mam ochotę na drożdżówkę z nadzieniem orzechowo-nutellowym, taką sobie upiekłam i zjadłam i to był najfajniejszy moment dnia)
nie chce mi się przesłuchiwać żadnych nowych płyt, nawet, jeżeli to owen pallett, którego strasznie kocham. generalnie nudzę się i smucę. i martwię na zapas, na przykład tym, że moja dziewczyna znów wyjedzie na dziesięć dni, a ja zostanę samiutka z atakami paniki, smuteczkami i nowymi lekami (które mają mnie uszczęśliwić za jakieś dwa tygodnie, podejście drugie: czasstart). z okazji nowych leków i snu erotycznego z christiną ricci ściągam prozac nation, przez co pewnie znów nie spróbuję nawet zasnąć przed piątą.

2 komentarze:

  1. ei chcesz ksiazke prozac nation, mam fajna edycje do oddania w dobre rece
    i chyba strasznie chcialabym ci pomoc ;___; dzis zarazam usmiechem i wyszczerzonym ryjem, jesli cie to nie zlosci to moge sie podzielic.

    OdpowiedzUsuń
  2. to ja chetnie przyjme w dobre rece! film byl strasznie zly i nie uratowalo go nawet to, ze jak bylam mala podkochiwalam sie w christinie ricci. i nie ma opcji zeby usmiechy od ciebie zloscily,noej! to mi akurat tylko dobrze robi, ale zrobi lepiej na zywo, cho do wwy

    OdpowiedzUsuń