dziś był ogólnopolski dzień walki z depresją i z tej okazji wyszłam z domu; okazało się, że jak już wreszcie uda mi się zebrać, to na zewnątrz jest całkiem przyjemnie. wróciłam też sama metrem i nie dostałam po drodze ataku paniki. chciałabym jeszcze, żeby zupełnie przestało boleć mnie serduszko, żeby udawało mi się zasypiać przed 8 rano i/lub żebym nie budziła się co 2 godziny (ciepłe mleko i filmy z audrey hepburn na dobranoc nie pomagają, jestem taka dziewczyńska), a wtedy przestanę w ogóle marudzić, przysięgam.
jest lepiej niż było, ale ciągle nie jest dobrze, a tego wymagam zjadając codziennie okropnie niezdrowe i generalnie złe tabletki.
poza tym trochę tęsknię za mamą, zastanawiam się, jak sobie poradzę przez ponad tydzień w londynie (ale tam mi prawie zawsze dobrze i tak ma być tym razem, proszę) i przemakają mi buty. ale idzie wiosna, która tym razem ma w magiczny sposób rozwiązać wszystkie moje problemy (tak sobie wmawiam).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz