piątek, 14 maja 2010

22

wszystko, co teraz się dzieje jest bardzo smutne i bardzo prawdziwe

poniedziałek, 10 maja 2010

21

sama się prosiłam o te dramaty, no to mam za swoje. tym razem nawet mnie ruszyły różne smuteczki i problemy, ale nie ma nic, z czym by sobie nie poradził xanax (zacznie działać za jakieś 20 minut i będzie spoko, hurra). nie dość, że samej sobie muszę wmawiać, że wszystko będzie dobrze, to jeszcze innym ludziom, to nie jest najlepsza sytuacja.
z plusów kilku ostatnich dni: po raz pierwszy od 3 lat sprzątnęłam swój pokój, zajęło mi to dwa dni, ale jak skończyłam, poczułam się zajebiście. poza tym zaczęło mnie nudzić oglądanie filmów całymi dniami i mam ochotę zrobić coś ze swoim życiem, krok do przodu. chciałabym jeszcze chodzić spać o normalnej godzinie (przynajmniej o 3, nie o 6) i nie budzić się o 9 z wrażeniem, że już nigdy nie uda mi się zasnąć. jestem okropnie zmęczona i zirytowana swoim życiem. ale wszystko będzie dobrze (za 15 minut, jak zadziała xanax).

sobota, 1 maja 2010

20

trochę oszukuję z tym licznikiem na górze, bo znów zaczęłam palić papierosy, ale kupuję tylko cienkie mentole i nie codziennie, więc na razie jeszcze będę się oszukiwać, że nie palę. na pewno przez te papierochy boli mnie serduszko i gorzej mi się oddycha. albo sobie wmówiłam, jak wszystko.

znów muszę sobie poszukać przyjaciół z seriali. przyjaciele z filmów są słabi, filmy się kończą zanim naprawdę zdążę się z kimkolwiek zżyć. książek nadal nie czytam, muzyka nudzi mnie na tyle, że wystarcza mi słuchanie ipoda w metrze. teraz puszczam sobie piosenkę z youtuba, bo uznałam, że nie ma sensu włączać itunes. (darkness descends laury marling, spodobała mi się, bo za pierwszym razem usłyszałam 'and suddenly I'm 5 years old and just about to cry' zamiast 'and I'm just so cold I want to cry'. moja wersja lepsza!)

poza tym jest mi wszystko jedno, było trochę dramatów, ale nie trwały dłużej niż tydzień. prawdziwą rozpacz przeżyłam dziś we śnie, ostatni raz byłam tak przerażona tuż przed zmianą seroxatu na asentrę. jak już, na smuteczki najlepsze jest głaskanie królika, sprawdziłam, z tej okazji, że dostałam jednego i naprawdę uspokaja, prawie jak xanax. piekę dużo ciast i mówię sobie, że wszystko będzie dobrze/znośnie/jak zwykle. nie czuję się nawet rozczarowana, że wiosna znów nie przyniosła zaskakujących zmian na lepsze. nie ma o czym mówić.

(nie przepuszczę żadnej okazji do narzekania)

czwartek, 8 kwietnia 2010

19

od kwietnia testuję optymistyczne podejście do życia, więc kiedy znów przez przypadek usunęłam w s z y s t k i e swoje filmy powiedziałam sobie, że to nic i będę mieć więcej miejsca na nowe. zobaczyłam cracks z evą green, które było dość słabe, ale całą noc śniło mi się, że jestem w anglii, w szkole dla dziewcząt i przeżywam niesamowite przygody. ponieważ w rzeczywistości raczej nie mam szans (ani ochoty) na przygody, to całkiem fajnie, że przeżywam je w snach. potem ściągnęłam niemiecki film z 1931 roku, o żeńskiej szkole z lesbijskim wątkiem i wtedy znów uwierzyłam, że w internecie jest wszystko.
całymi dniami oglądam filmy, piekę ciasta, śpię i tak mi jest dobrze. denerwuję się, jak pomyślę, że nie mogę tak całe życie, za kilka miesięcy znów pójdę do szkoły, a w wakacje też powinnam robić coś bardziej pożytecznego. chyba jednak wolę na razie wciąż o tym nie myśleć. gdzieś w międzyczasie były święta, podczas których babcia pytała się mnie, czy buntuję się przeciwko wierze, a potem tłumaczyła, że ona też przez to przechodziła. nie buntuję się, jestem znudzona i zmęczona. już dawno temu przestałam się buntować, nie mam na to siły. chwilowo nie mam siły na nic. (chwilowo, tzn od około roku, brawa dla mnie.)
czas najwyższy wyjść z domu, ahoj przygodo.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

18

wszystko będzie dobrze wszystko będzie dobrze wszystko będzie dobrze wszystko będzie dobrze wszystko będzie dobrze