wtorek, 12 stycznia 2010

5

wstałam dziś o 11, nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak było. mój dzień trwa już 12 godzin, a nie jak zwykle 7 + kilka godzin oglądanych nocą seriali i filmów. to na plus. to jeden z bardziej optymistycznych dni ostatnich 3 tygodni, mimo wielu dziwnych zdarzeń, jak na przykład to, że wychodząc od psychiatry spotkałam siostrę zakonną, która uczyła mnie w gimnazjum i była postrachem szkoły (piękne wyrażenie). 
(dalej pobawię się w wymienianie zalet dzisiejszego dnia, nie wierzę w to, że pomogłaby mi rozmowa, ale jakaś drobna autosugetia może tak). ucieszyła mnie też wiadomość od v, dwa bardzo sympatyczne filmy (the boat that rocked i whip it), jedna dawno niesłuchana płyta i fakt, że mam dziś na głowie fryzurę kucyka pony (to wbrew pozorom zabawne i sympatyczne spostrzeżenie). poza tym: marzy mi się romantyczna wyprawa łódką (koniecznie chcę koronkowe rękawiczki i parasolkę) i przede wszystkim wiosna wiosna wiosna. z bardziej możliwych pragnień - chciałabym zobaczyć rudzika; s pokazywała mi dziś ptaki, które widziała na żywo i rudzik niezwykle mnie rozczulił, wygląda jak z filmów disneya i na pewno jest mięciutki i pluszowy.

co najważniejsze, dostałam tabletki, które w ciągu 2-3 tygodni mają sprawić, że będę szczęśliwym i spokojnym człowiekiem, dla odmiany jestem dobrej myśli, czasstart. 

1 komentarz: